Życie i praca w korporacji. Wszystkie postacie i wydarzenia są fikcyjne,a podobieństwa niezamierzone. Wszystkie terminy dotrzymane, kobiety piękne,a weekendy wolne. Chyba że nie.
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
piątek, 17 czerwca 2011
Poważne rozmowy

Tagi: korpo
00:54, ravinc
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 sierpnia 2010
Trybik przypuszczający zaczyna wątpić

 

PMBOK
W firmie powstała oddolna koncepcja - pouczmy się PMBOKa.
Zgodnie z duchem firmy - robione jest to własnoręcznie, w międzyczasie, a więc najniższym kosztem. Udało nawet dostać mi się do jednej z grup, chociaż jest to robione w obrębie innego działu, wychodziłem udział i... czar prysnął. Jak się okazuje, wszystko sprowadza się na razie do wspólnego czytania PMBOKa. Całego? Skąd. Każdy ma przeczytać jeden rozdział i opowiedzieć o nim w 10 minut. Które im nie starczają. Czy mam do nich pretensje? Skądże. Radość w sercu buduje akcent pt. "jak można wykorzystać to w firmie?".
Tu zaczyna się zabawa. Jednogłośnie przy każdym rozdziale, stwierdzamy, że nie mamy wpływu. My nawet nie mamy projektów. Dostajemy mindless taski zza granicy i mamy je wykonać. Perspektywa sprowadza się do klapki lewej, niezmierzonej głębi bagna (wciaż nie klnę. to dość daleko jak na mój wpis), klapki prawej. My tutaj nic nie możemy. Dobrą wolą kierujących projektami jest powiedzenie nam czegoś więcej niż "róbcie róbcie". Jednak zawsze, potrafimy znaleźć światełko w tunelu. Jak się okazuje, możemy wpłynąć na budżet. Wystarczy tylko, że będziemy pracować za darmo. A miało być źle.

W firmie powstała oddolna koncepcja - pouczmy się PMBOKa.

Zgodnie z duchem firmy - robione jest to własnoręcznie, w międzyczasie, a więc najniższym kosztem. Udało mi się nawet dostać do jednej z grup, chociaż jest to robione w obrębie innego działu- wychodziłem udział i... czar prysnął był. Jak się okazuje, wszystko sprowadza się na razie do wspólnego czytania PMBOKa. Całego? Skąd. Każdy ma przeczytać jeden rozdział i opowiedzieć o nim w 10 minut. Które im nie starczają. Czy mam do nich pretensję? Bynajmniej. Radość w sercu buduje natomiast akcent pt. "jak można wykorzystać to w firmie?".

Tu zaczyna się zabawa. Jednogłośnie przy każdym rozdziale, stwierdzamy, że nie mamy wpływu na nic. My nawet nie mamy projektów. Dostajemy mindless taski zza granicy i mamy je wykonać. Perspektywa sprowadza się do klapki lewej, niezmierzonej głębi bagna (wciaż nie klnę. to dość daleko jak na mój wpis), klapki prawej. My tutaj nic nie możemy. Dobrą wolą kierujących projektami jest powiedzenie nam czegoś więcej niż "róbcie róbcie". Nie wykazują. Jednak my, pomysłowi Polacy, zawsze potrafimy znaleźć czy to rozwiązanie czy światełko w tunelu. Jak się okazuje, możemy wpłynąć na budżet. Wystaczy tylko, że będziemy pracować za darmo.

A miało być źle.

 

Wyhodowałem wkurwa, trwalszy niż ze spiżu.

 

Wyhodowałem wkurwa, trwalszy niż ze spiżu.
Ponieważ ostatnio dzieje się tyle, że żadnego sensownego wpisu uszyć z tego nie idzie, popłynę strumieniem świadomości.
Stacja pierwsza, radosna. Masz dni urlopu.
W każdej pracy jest tak, że dni urlopu odkładają się. Zwłaszcza, gdy masz coś do roboty i nie masz czasu wybrać urlopu.
Stacja druga, cholernie radosna. Masz więcej dni urlopu.
Pracując na projekcie okazuje się na przykład, że kalendarz klienta nie uwzględnia świąt twoich.
Stacja trzecia, zatrzymujesz się by pooglądać urlopy innych.
Pracujesz więc w majowy weekend, oraz inne okresy w których bardzo przyjemnie byłoby wziąć urlop.
Stacja czwarta, dyskutujesz o swoim urlopie.
W tej sytuacji rozmawiasz ze swoim menadżerem, kiedy jest czas na urlop.
Stacja piąta, plan upada po raz pierwszy.
Ponieważ nie jesteś hinduskim bóstwem o wielu rękach, przydzielone ci zadania ewidentnie wskazują, że przed urlopem nie wyrobisz się z zadaniami.
Co sprawia, że urlopu nie ma.
Stacja szósta, panda wypada po raz pierwszy.
W wyniku różnic planowo-kulturowo-budżetowych kultura zachodnia dziękuje ci, za pracę, a nawet zabiera trochę tego co wypracowałeś, jednocześnie kasując cię z harmonogramu projektu. Coś za coś.
Stacja siódma, obcierasz łzy radości.
Otwierają się przed tobą nowe perspektywy, możesz wziąć wreszcie wyrobione dni urlopu.
Stacja ósma, donośna.
Jednak bez cofniętych godzin, bo wcale nie zrobiłeś nadgodzin - a poza tym, skoro nie masz planów urlopowych, to masz w planach nowy projekt.
Plany urlopowe zwijają się do dwóch dni, przed rozpoczęciem projektu.
Stacja dziewiąta, zawieszenie akcji.
O dwóch dniach nie wiadomo do ostatniej chwili, albowiem nie ma pewności czy nie dostaniesz 2-3 dniowego projektu, żeby się nie nudzić.
Stacja jedenasta, nagły zwrot akcji.
Dostajesz możliwość wzięcia 2-3 dni urlopu, niestety - jest to nierealne finansowo - musiałbyś przekupić kolejarzy, żeby sprzedali ci bilety.
Albowiem niektóre bilety w wieku 26 lat nie są już tanio dostępne, a inne międzynarodowe - dzień przed wyjazdem - wcale.
Stacja dwunasta, Warszawa Centralna
Czujesz, że gdzieś pojedziesz, niestety nie wiesz gdzie, za ile, oraz o której. Idziesz się dowiedzieć.
Kończysz w pracy, bo jesteś w Warszawie, centralnie, w dupie.

Ponieważ ostatnio dzieje się tyle, że żadnego sensownego wpisu uszyć z tego nie idzie, popłynę strumieniem świadomości.

 

Stacja pierwsza, radosna. Masz dni urlopu.

W każdej pracy jest tak, że dni urlopu odkładają się. Zwłaszcza, gdy masz coś do roboty i nie masz czasu wybrać urlopu.

 

Stacja druga, cholernie radosna. Masz więcej dni urlopu.

Pracując na projekcie okazuje się na przykład, że kalendarz klienta nie uwzględnia świąt twoich.

 

Stacja trzecia, zatrzymujesz się by pooglądać urlopy innych.

Pracujesz więc w majowy weekend, oraz inne okresy w których bardzo przyjemnie byłoby wziąć urlop.

 

Stacja czwarta, dyskutujesz o swoim urlopie.

W tej sytuacji rozmawiasz ze swoim menadżerem, kiedy jest czas na urlop.

 

Stacja piąta, plan upada po raz pierwszy.

Ponieważ nie jesteś hinduskim bóstwem o wielu rękach, przydzielone ci zadania ewidentnie wskazują, że przed urlopem nie wyrobisz się z zadaniami.

Co sprawia, że urlopu nie ma.

 

Stacja szósta, panda wypada po raz pierwszy.

W wyniku różnic planowo-kulturowo-budżetowych kultura zachodnia dziękuje ci, za pracę, a nawet zabiera trochę tego co wypracowałeś, jednocześnie kasując cię z harmonogramu projektu. Coś za coś.

 

Stacja siódma, obcierasz łzy radości.

Otwierają się przed tobą nowe perspektywy, możesz wziąć wreszcie wyrobione dni urlopu.

 

Stacja ósma, donośna.

Jednak bez cofniętych godzin, bo wcale nie zrobiłeś nadgodzin - a poza tym, skoro nie masz planów urlopowych, to masz w planach nowy projekt.

Plany urlopowe zwijają się do dwóch dni, przed rozpoczęciem projektu.

 

Stacja dziewiąta, zawieszenie akcji.

O dwóch dniach nie wiadomo do ostatniej chwili, albowiem nie ma pewności czy nie dostaniesz 2-3 dniowego projektu, żeby się nie nudzić.

 

Stacja jedenasta, nagły zwrot akcji.

Dostajesz możliwość wzięcia 2-3 dni urlopu, niestety - jest to nierealne finansowo - musiałbyś przekupić kolejarzy, żeby sprzedali ci bilety.

Albowiem niektóre bilety w wieku 26 lat nie są już tanio dostępne, a inne międzynarodowe - dzień przed wyjazdem - wcale.

Stacja dwunasta, Warszawa Centralna

Czujesz, że gdzieś pojedziesz, niestety nie wiesz gdzie, za ile, oraz o której. Idziesz się dowiedzieć. Okazuje się, że nie stać cię na 4 dni urlopu.

Kończysz w pracy, bo jesteś w Warszawie, centralnie, w dupie.

 

PS

Stacja dziesiąta nie istnieje, aby oddać porządek panujący  w firmie.

 

środa, 21 lipca 2010
Ile musi spać konsultant?

Konsultant musi spać ile może, bo nie wiadomo jaki projekt mu przydzielą i kiedy. Zazwyczaj przydzielają już i z zaskoczenia. Tym większe zaskoczenie, gdy okazuje się, że przydzielający wie niewiele. Na przykład, że projekt ma toczyć się 24/7, a dwie osoby mają być dostępne zawsze. Z łatwej kalkulacji wynika, że potrzeba zatem nie więcej jak 6 osób i tyle właśnie na projekt przydzielono. Co mają w tak dramatycznej sytuacji zrobić? Dogadać się, bo przecież każdy chciałby mieć luksus pracy w normalnych godzinach.

Do chomiczego donga!

Ostatnio nie piszę, bo jestem bardzo zapracowanym chomikiem. Bieganie w kółeczko w kołowrotku potrafi zmęczyć najtęższe umysły, albowiem one właśnie kondycji zazwyczaj nie mają. To porównanie jest nad wyraz opisowe i obrazowe, bo wyobraźcie tylko sobie. Siedzi sobie chomik w kołowrotku i billuje na ten kołowrotek. Stwierdzają więc władze wyższe, że trzeba kołowrotek ruszyć, bo światełko w tunelu się nie świeci - wrzucają więc drugiego chomika. Chomiki, nie króliki, wiadomo - sobą się nie zajmą pytają więc - co mamy robić? I tu szef odpowiada - gońcie się.
Mniej więcej tak można przedstawić moją aktualną sytuację, tylko chomiki są już mokre ze zmęcznia, więc wrzucili je na patelnię, żeby trochę wyschły,a przy okazji i szybciej nóżkami przebierały.

Ostatnio nie piszę, bo jestem bardzo zapracowanym chomikiem. Bieganie w kółeczko w kołowrotku potrafi zmęczyć najtęższe umysły, albowiem one właśnie kondycji zazwyczaj nie mają. To porównanie jest nad wyraz opisowe i obrazowe, bo wyobraźcie tylko sobie. Siedzi sobie chomik w kołowrotku i billuje na ten kołowrotek. Stwierdzają więc władze wyższe, że trzeba kołowrotek ruszyć, bo światełko w tunelu się nie świeci - wrzucają więc drugiego chomika. Chomiki, nie króliki, wiadomo - sobą się nie zajmą pytają więc - co mamy robić? I tu szef odpowiada - gońcie się.


Mniej więcej tak można przedstawić moją aktualną sytuację, tylko chomiki są już mokre ze zmęcznia, więc wrzucili je na patelnię, żeby trochę wyschły,a przy okazji i szybciej nóżkami przebierały.

 

piątek, 02 kwietnia 2010
Mało kto wie jak w doradztwie żyje się

sobota, 02 stycznia 2010
Rok 2010, instrukcja obsługi

czwartek, 02 lipca 2009
Praca domowa

piątek, 26 czerwca 2009
Polityka prorodzinna

poniedziałek, 22 czerwca 2009
W życiu jak w filmie

 
1 , 2 , 3 , 4