Życie i praca w korporacji. Wszystkie postacie i wydarzenia są fikcyjne,a podobieństwa niezamierzone. Wszystkie terminy dotrzymane, kobiety piękne,a weekendy wolne. Chyba że nie.
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Wyhodowałem wkurwa, trwalszy niż ze spiżu.

 

Wyhodowałem wkurwa, trwalszy niż ze spiżu.
Ponieważ ostatnio dzieje się tyle, że żadnego sensownego wpisu uszyć z tego nie idzie, popłynę strumieniem świadomości.
Stacja pierwsza, radosna. Masz dni urlopu.
W każdej pracy jest tak, że dni urlopu odkładają się. Zwłaszcza, gdy masz coś do roboty i nie masz czasu wybrać urlopu.
Stacja druga, cholernie radosna. Masz więcej dni urlopu.
Pracując na projekcie okazuje się na przykład, że kalendarz klienta nie uwzględnia świąt twoich.
Stacja trzecia, zatrzymujesz się by pooglądać urlopy innych.
Pracujesz więc w majowy weekend, oraz inne okresy w których bardzo przyjemnie byłoby wziąć urlop.
Stacja czwarta, dyskutujesz o swoim urlopie.
W tej sytuacji rozmawiasz ze swoim menadżerem, kiedy jest czas na urlop.
Stacja piąta, plan upada po raz pierwszy.
Ponieważ nie jesteś hinduskim bóstwem o wielu rękach, przydzielone ci zadania ewidentnie wskazują, że przed urlopem nie wyrobisz się z zadaniami.
Co sprawia, że urlopu nie ma.
Stacja szósta, panda wypada po raz pierwszy.
W wyniku różnic planowo-kulturowo-budżetowych kultura zachodnia dziękuje ci, za pracę, a nawet zabiera trochę tego co wypracowałeś, jednocześnie kasując cię z harmonogramu projektu. Coś za coś.
Stacja siódma, obcierasz łzy radości.
Otwierają się przed tobą nowe perspektywy, możesz wziąć wreszcie wyrobione dni urlopu.
Stacja ósma, donośna.
Jednak bez cofniętych godzin, bo wcale nie zrobiłeś nadgodzin - a poza tym, skoro nie masz planów urlopowych, to masz w planach nowy projekt.
Plany urlopowe zwijają się do dwóch dni, przed rozpoczęciem projektu.
Stacja dziewiąta, zawieszenie akcji.
O dwóch dniach nie wiadomo do ostatniej chwili, albowiem nie ma pewności czy nie dostaniesz 2-3 dniowego projektu, żeby się nie nudzić.
Stacja jedenasta, nagły zwrot akcji.
Dostajesz możliwość wzięcia 2-3 dni urlopu, niestety - jest to nierealne finansowo - musiałbyś przekupić kolejarzy, żeby sprzedali ci bilety.
Albowiem niektóre bilety w wieku 26 lat nie są już tanio dostępne, a inne międzynarodowe - dzień przed wyjazdem - wcale.
Stacja dwunasta, Warszawa Centralna
Czujesz, że gdzieś pojedziesz, niestety nie wiesz gdzie, za ile, oraz o której. Idziesz się dowiedzieć.
Kończysz w pracy, bo jesteś w Warszawie, centralnie, w dupie.

Ponieważ ostatnio dzieje się tyle, że żadnego sensownego wpisu uszyć z tego nie idzie, popłynę strumieniem świadomości.

 

Stacja pierwsza, radosna. Masz dni urlopu.

W każdej pracy jest tak, że dni urlopu odkładają się. Zwłaszcza, gdy masz coś do roboty i nie masz czasu wybrać urlopu.

 

Stacja druga, cholernie radosna. Masz więcej dni urlopu.

Pracując na projekcie okazuje się na przykład, że kalendarz klienta nie uwzględnia świąt twoich.

 

Stacja trzecia, zatrzymujesz się by pooglądać urlopy innych.

Pracujesz więc w majowy weekend, oraz inne okresy w których bardzo przyjemnie byłoby wziąć urlop.

 

Stacja czwarta, dyskutujesz o swoim urlopie.

W tej sytuacji rozmawiasz ze swoim menadżerem, kiedy jest czas na urlop.

 

Stacja piąta, plan upada po raz pierwszy.

Ponieważ nie jesteś hinduskim bóstwem o wielu rękach, przydzielone ci zadania ewidentnie wskazują, że przed urlopem nie wyrobisz się z zadaniami.

Co sprawia, że urlopu nie ma.

 

Stacja szósta, panda wypada po raz pierwszy.

W wyniku różnic planowo-kulturowo-budżetowych kultura zachodnia dziękuje ci, za pracę, a nawet zabiera trochę tego co wypracowałeś, jednocześnie kasując cię z harmonogramu projektu. Coś za coś.

 

Stacja siódma, obcierasz łzy radości.

Otwierają się przed tobą nowe perspektywy, możesz wziąć wreszcie wyrobione dni urlopu.

 

Stacja ósma, donośna.

Jednak bez cofniętych godzin, bo wcale nie zrobiłeś nadgodzin - a poza tym, skoro nie masz planów urlopowych, to masz w planach nowy projekt.

Plany urlopowe zwijają się do dwóch dni, przed rozpoczęciem projektu.

 

Stacja dziewiąta, zawieszenie akcji.

O dwóch dniach nie wiadomo do ostatniej chwili, albowiem nie ma pewności czy nie dostaniesz 2-3 dniowego projektu, żeby się nie nudzić.

 

Stacja jedenasta, nagły zwrot akcji.

Dostajesz możliwość wzięcia 2-3 dni urlopu, niestety - jest to nierealne finansowo - musiałbyś przekupić kolejarzy, żeby sprzedali ci bilety.

Albowiem niektóre bilety w wieku 26 lat nie są już tanio dostępne, a inne międzynarodowe - dzień przed wyjazdem - wcale.

Stacja dwunasta, Warszawa Centralna

Czujesz, że gdzieś pojedziesz, niestety nie wiesz gdzie, za ile, oraz o której. Idziesz się dowiedzieć. Okazuje się, że nie stać cię na 4 dni urlopu.

Kończysz w pracy, bo jesteś w Warszawie, centralnie, w dupie.

 

PS

Stacja dziesiąta nie istnieje, aby oddać porządek panujący  w firmie.

 

wtorek, 10 sierpnia 2010, ravinc

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
lavinka
2010/08/10 19:25:35
Też tak miałam. Życie sprowadzało się do zarabiania i wydawania pieniedzy, bo na nic innego czasu nie było. Dlatego pracuję od kilku lat sama we własnym domu i wyjeżdżam kiedy chcę(no prawie), ale na pewno mogę sobie jako tako zaplanować urlop. Co ja mówię. W OGÓLE MAM URLOP! Polecam tuż przez 30tką postawić na samorozwój i firmę. To odważna decyzja ale nie znam nikogo, kto by jej żałował. Jeszcze parę lat czeladnictwa i będziesz miał na tyle dość, że rzucić to z dnia na dzień.
-
Gość: , 188.33.139.*
2010/08/10 21:46:51
wariant z zarabianiem mialem w poprzedniej robocie. tu nawet nie zarabiam na tyle zeby mi cos zostalo po oplaceniu czego swiat wymaga i zjedzeniu czego wymaga organizm.